Gdzie Jutro

5 mitów o kinach w Polsce

Seanse filmowe to jedna z popularniejszych form rozrywki w Polsce – w latach poprzedzających pandemię statystycznie każdy Polak kupował bilet na film przynajmniej raz w roku. Mimo to funkcjonuje kilka popularnych przekonań na temat kin, które nie pokrywają się z rzeczywistością.


Projekcje z taśmy filmowej
Chociaż w wyobrażeniu części widzów kabiny projekcyjne nadal przypominają klimatyczne miejsce pracy Alfredo z Cinema Paradiso (1988), współcześnie mają one więcej wspólnego z zimnymi wnętrzami serwerowni komputerowych. Już w 2007 roku w Polsce część projekcji nie była obsługiwana przez tradycyjne, analogowe projektory wyświetlające obraz z celuloidowych taśm, a za pomocą ich cyfrowych odpowiedników. Nie dopuszczano tym samym do sytuacji, w której widzowie oglądający film po dłuższym czasie od premiery zauważali wyraźne uszkodzenia mocno eksploatowanej taśmy. Pozwoliło to również znacząco obniżyć koszt organizacji seansu. Cyfrowe projektory zazwyczaj są programowane tak, by automatycznie wyświetlały filmy o odpowiednich godzinach, a dodatkowo można je obsługiwać zdalnie. Wymiana projektorów na cyfrowe zasadniczo zakończyła się w 2012 roku, a od 2014 roku nie było już żadnego nowego filmu dystrybuowanego w analogowej formie.


Porażka technologii 3D

Montaż nowego projektora wiąże się z wydatkiem kilkuset tysięcy złotych. Aby zamortyzować koszty cyfryzacji, przemysł filmowy sięgnął do obecnej w kinematografii od dziesięcioleci technologii 3D. Bilety na specjalne seanse, w których widzom przedstawiano film ubogacony o specyficzny efekt głębi obrazu, kosztowały o wiele więcej niż te w standardowej formie. Tym sposobem średnia cena biletu między 2007 a 2010 rokiem wzrosła aż o 4 zł przy zwiększającej się jednocześnie frekwencji. Pomimo dużego sukcesu, w 2012 roku, czyli szczycie popularności seansów trójwymiarowych, większość modernizowanych kabin była już wyposażana w sprzęt mogący wyświetlać tylko standardowe filmy, co można potraktować jako dowód, że takie projekcje traktowano od początku jako tymczasową atrakcję. Gdy w 2016 roku z repertuarów zaczęły znikać pokazy 3D, wiele osób zaczęło mówić o porażce tej technologii. Powrót do tradycyjnego sposobu wyświetlania filmów nie spowodował jednak obniżek do wcześniejszych, niższych cen biletów. Najwyraźniej filmy 3D sprawnie wykorzystano do uzasadnienia widzom skokowego wzrostu cen, a gdy przyzwyczaili się oni do podwyższonych stawek, zrezygnowano z drogiej technologii.


Drożejące bilety

Pomimo tego, że znaczące podwyższenie cen biletów miało miejsce ponad 10 lat temu, można się spotkać z opinią, że nadal stają się one coraz droższe. W rzeczywistości jest jednak zupełnie odwrotnie. Pierwszym sygnałem obniżania cen było wprowadzenie w sieci kin Cinema City kart Unlimited. Ta specyficzna forma abonamentu pozwoliła największym kinomanom oglądać filmy bardzo niskim kosztem. Przełom nastąpił w ciągu 2019 roku, kiedy w rzadziej odwiedzanych multipleksach wprowadzono stałą, niską cenę, sięgającą nawet niecałych 15 zł. Tak tanie bilety można było początkowo zdobyć w wybranych kinach, jak katowickim czy wrocławskim Multikinie lub Gdańskim Heliosie w galerii Metropolia. Prawdziwe trzęsienie ziemi na rynku kinowym nastąpiło, kiedy na początku 2020 roku w wielu polskich multipleksach, na różnych warunkach, obniżono cenę biletów do poziomu 15-17 zł. Wywołano tym nawet poruszenie w środowisku twórców filmowych, obawiających się o rentowność biznesu. Zarządzający sieciami zwracali jednak uwagę na zwiększającą się dzięki obniżce cen frekwencję.


Duże kina to lepsza jakość
Może wydawać się zaskakujące, że spore obniżki dotyczą dużych multipleksów, które gdy pojawiały się na rynku, prezentowały jakość wcześniej niewidywaną w tradycyjnych kinach. W ciągu dwudziestu lat sytuacja się jednak odwróciła. Niektóre kina wielosalowe, szczególnie te lokalizowane poza kompleksami galerii handlowych, zdążyły stracić swój blask, a wiele kin studyjnych, dzięki wsparciu PISF-u i innych instytucji, dostosowało swoje wnętrza do współczesnych wymagań widzów. Co więcej, w czasie cyfryzacji kina, posiadające mniejszą ilość sal mogły sobie pozwolić na montaż droższych projektorów niż multipleksy, które bez wsparcia publicznego musiały wyposażyć każdy obiekt w kilka lub kilkanaście takich urządzeń. Tym sposobem w 2011 roku pierwszy projektor o rozdzielczości 4K w Polsce posiadało poznańskie kino Rialto, a kilka lat później jako pierwsze kino w stolicy wyposażyło się w podobny sprzęt kino Luna. Taka jakość zaczęła stawać się standardem w multipleksach dopiero w 2018 roku wraz z pojawieniem się sal Dream w kinach sieci Helios.


Studyjne kino to nietuzinkowy repertuar
Kina studyjne dzięki cyfryzacji ponownie stały się konkurencyjne na rynku. Wcześniej miały one duży kłopot z uzyskaniem dostępu do taśm z nowymi i chętnie oglądanymi produkcjami, ponieważ dystrybutorzy woleli je udostępniać dużym kinom, które zapewniały potencjalnie większą widownię. W obliczu tego problemu zaczęto kreować wizerunek kin studyjnych jako ośrodków kultury, w których chętniej wyświetlane są niszowe, ambitne filmy oraz klasyka filmowa. Współcześnie jednak w repertuarach małych kin dominują popularne, bieżące filmy. Dodatkowo, multipleksy coraz chętniej tworzą cykle, w których wyświetlają kultowe przeboje, zatem różnica programowa między kinami różnej wielkości bardzo się zatarła. W ostatnim czasie oferta dystrybutorów dla kin zaczyna się zawężać w związku ze zmianą kanału dystrybucji wielu filmów na platformy VOD. Z tego powodu w kinach studyjnych zaczynają pojawiać się nawet hollywoodzkie blockbustery, które dotychczas ze względu na skomplikowane wymagania licencyjne trafiały głównie do multipleksów.



Zdjęcie: https://www.flickr.com/photos/fostert/

5 6 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x