Gdzie Jutro

Bardzo bobry wywiad. Rozmowa z Adamem Robińskim

Pojawiło się w mojej głowie pytanie: co zrobię, jeśli np. na Suwalszczyźnie ktoś poczęstuje mnie daniem z bobra? – zastanawia się w rozmowie z nami Adam Robiński, autor książki pt. Pałace na wodzie. Tropem polskich bobrów. Rozmawiamy o tym, czego człowiek może nauczyć się od bobra, jak powinniśmy zachowywać się podczas spotkania z tym wodnym ssakiem oraz o tym, czy bobry faktycznie zjadają drzewa.


Czy zazdrości pan czegoś bobrom? 

Dobre pytanie! Nigdy się nad tym nie zastanawiałem… Chyba zazdroszczę im konsekwencji w działaniu. I oczywiście umiejętności doskonałego zarządzania zasobami wodnymi. Ludzie od zawsze podglądali bobry i wiele się od nich uczyli. Często trudno jest nam to przyznać. A przecież fakt, że budujemy tamy na rzekach albo ogławiamy wierzby (i inne drzewa) świadczy o tym, że od dawna obserwujemy bobry i wyciągamy z tego naukę. Uczniowie jednak wciąż nie przerośli mistrzów. To bobry nadal są najlepszymi specjalistami w zarządzaniu gospodarką wodną. Na przykład nasze – ludzkie zbiorniki retencyjne są mniej skuteczne niż te bobrowe; po pierwsze woda z nich na masową skalę paruje, a po drugie stanowią one raczej ostoje betonu, a nie różnorodności biologicznej. Retencja, którą uprawiają bobry, jest też o wiele bardziej rozproszona w krajobrazie, a więc uniwersalna. 

Czy celem napisania tej książki była chęć zmiany stosunku polskiego społeczeństwa do bobrów? 

Nie. Ja, biorąc się za pisanie na jakikolwiek temat, nie mam potrzeby głoszenia jakiejś „prawdy z ambony”. Również w przypadku „Pałaców na wodzie…” miałem wyłącznie potrzebę opowiedzenia pewnej historii. Tym, jako pisarz, się zajmuję. 

Szukam historii wartych opowiedzenia. A co czytelnik czy czytelniczka z tym zrobi, to już jego I jej sprawa. W czasie pandemii z własnej potrzeby zacząłem się interesować bobrami. Nie można było nigdzie jeździć, więc szwendałem się po Mazowszu, gdzie mieszkam. O bobrach wiedziałem wówczas niewiele poza tym, że widziałem je wszędzie. Postanowiłem – dla zaspokojenia własnej ciekawości – dowiedzieć się więcej na ich temat. Im więcej się dowiadywałem, tym bardziej rozumiałem, że warto opowiedzieć o tych dzielnych, wodnych budowniczych. Dotychczas bowiem historia powrotu bobra na ziemie polskie nie została w całości opowiedziana. Trzeba było zebrać wszystko „do kupy”, by w monograficzny sposób zrelacjonować ów spektakularny sukces przyrodniczo-naukowy.  Bo powrót bobra do Polski jest takim sukcesem.   

Potrzebujemy historii, które – w obliczu kryzysu klimatycznego i bioróżnorodności – podnoszą nasze morale. 

Czy widzi pan złoty środek na rozwiązanie problemu zajęcia przez człowieka większości siedlisk bobrów? 

Problem nie dotyczy tylko bobrów. Dotyczy całej masy innych gatunków. Z bobrem jest o tyle łatwiej, że jest gatunkiem osiadłym. Wiemy, gdzie dokładnie żyje. Mając tę wiedzę, powinniśmy robić krok w tył, żeby odstępować mu więcej przestrzeni. To nie jest wysoka cena za pożytki płynące z tego sąsiedztwa. 

Niektórzy mówią o inwazji bobrów. Że bobry mnożą się na potęgę. Znam jeden gatunek, który mnoży się na potęgę, mało tego, on się tym szczyci. Tylko że ów gatunek chodzi na dwóch nogach, więc nie nim się tu zajmujemy. Tymczasem bóbr to gatunek rodzimy, który żył tu co najmniej tak samo długo jak my. Jest świetnie przystosowany do funkcjonowania w tutejszych warunkach klimatycznych i przyrodniczych. Bobry konsumują ponad 200 gatunków roślin. W XX wieku nie dokonały podboju, lecz wróciły do swoich naturalnych miejsc występowania. Walka z nimi – jako elementem krajobrazu – jest próbą jego wynaturzenia.  

Dla kogo, pana zdaniem, jest ta książka?  

Pisząc pierwszą książkę – “Hajstry. Krajobraz bocznych dróg” – kilka lat temu, która dotyczyła wycieczek krajoznawczych i patrzenia na przestrzeń dookoła nas, nie do końca wiedziałem, dla kogo ją piszę. Byłem żółtodziobem w  tym temacie, miałem poczucie zajmowania się jakąś niszą. Po premierze otrzymałem wiele pozytywnych opinii, również od gremiów literackich. Zrozumiałem, że gdzieś tam na końcu łańcucha mojego zmagania się z materią literacką są ludzie, którzy nadają na tych samych falach co ja i którzy rozumieją ciągi przyczynowo-skutkowe przedstawione przeze mnie w książce. Moi czytelnicy i czytelniczki, podobnie jak ja, okazali się otwarci na to, jak patrzę na świat. To mi dodało dużo pewności siebie. Od tego czasu piszę książki z poczuciem, że ci ludzie gdzieś tam są, że mam do kogo trafiać. Być może dzięki temu ktoś zobaczy coś, czego wcześniej nie dostrzegał. Jak na przykład bobry. Ja tak miałem. Od kiedy zainteresowałem się bobrami, wszędzie widzę ślady ich obecności. Jadę pociągiem – bobry, idę na spacer – bobry. 

Mam nadzieję, że trafię też do nowych czytelników, którzy nie znają innych moich książek. Być może nie będą to ludzie, którzy interesują się podróżami tak jak ja, ale za to są zafascynowani nauką czy światem przyrody. Liczę, że ta książka będzie dla nich nową wiedzą. Poznają m. in. dokonania polskich przyrodników z drugiej połowy XX  w., którzy dzięki swojej pasji potrafili przywrócić gatunek bobra w Polsce. To wszystko dzięki pasji i ciężkiej pracy. 

Ile zajęło panu przygotowanie materiału do książki? 

Na początku 2020 roku na własne potrzeby zacząłem się interesować bobrami. Później napisałem reportaż na ich temat dla miesięcznika „Pismo”. Wtedy myślałem, że zawodowo skończyłem zajmować się bobrami (bo prywatnie nadal temat eksplorowałem). Pod koniec 2020 roku podczas rozmowy z wydawcą ustaliliśmy, że warto tę historię opowiedzieć jeszcze dokładniej i jeszcze szerszemu gronu odbiorców. Książkę pisałem cały 2021 rok. Możemy więc uznać, że łącznie praca nad nią zajęła mi dwa lata, z czego pół roku – nieświadomie. 

Czy, gdyby była taka możliwość, spróbowałby pan dania z bobra? 

Miałem bardzo duży dylemat, gdyż od kilku lat nie jem mięsa. Pojawiło się w mojej głowie pytanie: co zrobię, jeśli np. na Suwalszczyźnie ktoś poczęstuje mnie daniem z bobra? Zastanawiałem się, czy powinienem. I długo biłem się z myślami, aż ostatecznie taka propozycja się nie pojawiła [śmiech].  

Z bobrem w kuchni wiąże się słynna anegdota, jakoby w średniowieczu miał być uznawany za danie postne ze względu na to, że – podobnie jak ryba – żyje w wodzie i jego ogon pokrywa coś na kształt łuski. Nie byłem w stanie zweryfikować tej plotki. Być może zdarzały się takie sytuacje, ale moim zdaniem nie działo się to na masową skalę. Traktuję to raczej jako zabawną anegdotę, plotkę, która wędruje przez kolejne źródła 

Czy bóbr jest niebezpieczny dla człowieka? Czy powinniśmy się go bać? 

Każdy organizm żywy doprowadzony do desperacji, łącznie z człowiekiem, może być niebezpieczny. Zwierzęta nie mają żadnego interesu w tym, żeby nam zagrażać. To my im zagrażamy. Widząc bobra, nie musimy uciekać. Wręcz przeciwnie, możemy skorzystać z okazji obserwacji tego niesamowicie interesującego gryzonia. Absolutnie nie powinniśmy się go bać. Równocześnie powinniśmy oczywiście szanować jego przestrzeń. I nie wchodzić mu w paradę. 

Gdyby w familiadzie padło pytanie o to, co robią bobry, najwyżej punktowaną odpowiedzią byłoby „zjadają drzewa”. Twierdzi pan, że nie ma na to naukowych dowodów. 

To nie jest kwestia przekonań, tylko naukowych faktów. Bobry nie zjadają drzew, żywią się m.in. łykiem spod kory. Żeby się do niego dostać muszą pozgryzać z wierzchu korę. Ale generalnie drzewa powalają w celach konstrukcyjnych. Jednocześnie żywią się też masą innych roślin, zwłaszcza w sezonie letnim. Dopiero wraz z nadejściem jesieni zaczynają magazynować jedzenie, wykorzystując do tego gałęzie drzew. 

Czy jest już pomysł na kolejną książkę? Czy wróci pan do tematu, którym zajmował się przed bobrami? Czy może praca nad Pałacami na wodzie zaowocowała kolejnymi pomysłami? 

Przede wszystkim muszę dokończyć książkę o Morzu Bałtyckim. To jest temat, którym miałem się zająć wcześniej, ale pandemia pokrzyżowała mi plany. Zajmuję się więc tym tematem już od paru lat. Opowiadam o morzu z 9 perspektyw, bo nad Morzem Bałtyckim leży 9 państw. Każde z nich widzi ten akwen trochę inaczej. Bo Bałtyk to nie tylko woda, ale to również wybrzeże, ludzie, zwierzęta, tradycje. Na tę historię złoży się wiele punktów widzenia.  

Nie ukrywam też, że w międzyczasie robię kilka innych rzeczy, które niewątpliwie zakończą się książkami, ale… robię to po cichu. Tak jest chyba lepiej.



Zdjęcia:
1. fot. Daniel Petryczkiewicz / Wydawnictwo Czarne

2. by yrjö jyske, źródło: www.flickr.com

3. by Charlie Marshall, źródło: www.flickr.com

5 12 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x