Gdzie Jutro

Kluski na drugie danie

„Król mediów współczesnych” – tak nazywał Teofila Modrzejewskiego badacz ówczesnych zjawisk spirytystycznych – dr Gustav Geley, żyjący w jednej z najbardziej „magicznych” epok współczesnego świata – dwudziestoleciu międzywojennym. Święcąca triumfy wszędobylska moda na pospolite wywoływanie duchów rodziła takie osobistości, jak opisywany przeze mnie jakiś czas temu Stefan Ossowiecki – warszawski fenomen i jasnowidz oraz „kolega po fachu” Teofila Modrzejewskiego, któremu poświęcam ten artykuł. Przed Państwem Teofil Modrzejewski, ps. Franek Kluski.

Franek Kluski miał być tak sensytywnym i silnym medium, że porównywano go z najsławniejszymi na świecie przedstawicielami tej dziedziny: Danielem Dunglasem Homem, czy Eusapią Paladino. Modrzejewski, który z czasem przyjął charakterystyczny pseudonim, nigdy nie został medium w zawodowym tego słowa znaczeniu. Nie pobierał on wynagrodzenia za przeprowadzane przez siebie seanse. Nigdy także nie przyłapano go na oszustwie, co więcej – nawet na jego próbie.

W pierwszym okresie działalności najprawdopodobniej wstydził się swojej medialności – mówił o niej niechętnie, nie lubił się z niej tłumaczyć. Być może nie wiedział nawet co się z nim dokładnie dzieje. Co więcej, był głęboko wierzącym katolikiem, co po części może tłumaczyć decyzję o milczeniu w sprawie posiadania rzekomych zdolności paranormalnych oraz o przyjęciu wspomnianego pseudonimu.

Teofil Modrzejewski urodził się w 1873 roku. Był bardzo chorowitym, cichym i wycofanym dzieckiem o spokojnym temperamencie, stroniącym od rówieśników i zabaw z nimi. Rzekome zdolności nadnaturalne miał posiadać już od dzieciństwa, o czym pisał w liście sporządzonym na prośbę dr. Gustava Geleya. Fakt ten może częściowo tłumaczyć jego wycofanie i zachowanie względem innych dzieci, które z pewnością nie rozumiały sposobu bycia młodego Franka Kluskiego. Miał on zacząć widywać duchy w wieku kilku lat (liczne opracowania podają sprzeczne informacje – lata z przedziału od czterech do sześciu).

We wspomnianym liście do dr. Geleya Modrzejewski pisze o bodajże pierwszym przeprowadzonym przez siebie seansie. Pod nieobecność rodziców Franek Kluski, jeszcze jako chłopiec, miał bawić się wraz ze swoim rodzeństwem wewnątrz czegoś na kształt namiotu, wykonanego z koca przerzuconego przez oparcia dwóch krzeseł. Zabawę miały przerwać hałasy i niebieski dym wydobywający się z pieca, który otoczył Teofila. Ten, po uspokojeniu dzieci i równie przerażonej opiekunki, miał zmienionym głosem zacząć opowiadać historie o umarłych, w tym o ciasnej i ciemnej drodze wiodącej do świata zmarłych dzieci.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat spirytyzmu i zjawisk paranormalnych w międzywojennej Polsce, możesz wysłuchać podcastu naszego portalu w serwisie SoundCloud


W pokoju, w którym przybywali miało dochodzić do niewytłumaczalnych zjawisk paranormalnych: gasła lampa, bez przerwy bił zegar i na podłodze rozlegały się kroki niezauważanej przez nikogo z obecnych postaci.

Kulminacją dziwnego seansu miało być pojawienie się zjaw zmarłego przed laty brata Teofila, jego siostry i innych zmarłych krewnych. Dzieci miały wpatrywać się w świetlistą szparę ukazaną im przez młode medium, w której widziały wiele pokoi, a w nich poruszające się postacie. Niania podobno wpadła w coś w rodzaju transu (opętania?) i całowała Teofila po rękach. Przedziwne spotkanie zostało przerwane przez rodziców młodego Kluskiego, którzy wrócili z teatru.


Czymej Kluski… poza ciałem
Teofil Modrzejewski w okresie dziecięcym miał też doświadczać zjawiska OOBE – „wyjścia z ciała”. Stan początkowy owego doświadczenia opisywał jako uczucie topienia się w wodzie, by następnie, jako coś w rodzaju osobnego bytu (ciało astralne), móc obserwować swoje spoczywające w łóżku ciało i podróżować nieograniczony czasem i przestrzenią.

W liście do Geleya wspominał również, że powroty z podróży astralnych były dla niego bardzo przykre. Wiązały się z bólem, ogarniającym jego ciało fizyczne w czasie każdego ponownego zjednoczenia się ze swoim ciałem astralnym. Młode medium miało również doświadczać snów proroczych. W czasie jednego z nich przewidział chorobę własnej matki, choć oczywiście mógł to być przypadek. Z czasem Kluski przyzwyczaił się do towarzyszących mu zjawisk paranormalnych, takich jak np. rzekomo lewitujące wokół niego przedmioty, czy obecność dziwnych światełek migających w ciemności.

Jego kariera jako medium rozpoczęła się w 1918 roku, gdy dr Tadeusz Sokołowski, prezes Polskiego Towarzystwa Metapsychicznego, zaprosił Kluskiego na seans prowadzony przez znane wówczas medium – Jana Guzika. Charakterystyczne dla wielu ówczesnych seansów spirytystycznych zjawiska świetlne zaczęły się objawiać wokół Kluskiego bez ingerencji Guzika. Bardzo szybko Modrzejewski został uznany przez innych uczestników seansu za medium. Początkowo nie uznając faktu swojej rzekomej medialności miał pokłócić się z towarzystwem.

Z czasem, dzięki namowom Sokołowskiego, Modrzejewski zaczął prowadzić swoje własne seanse, słynące ówcześnie z niezwykłych zjawisk. Rzekome duchy, ukazujące się licznie w czasie posiedzeń, miały moczyć we wcześniej przygotowanym przez uczestników naczyniu z parafiną dłonie lub inne swoje kończyny. Dematerializując się, zostawiały po sobie bardzo delikatne odlewy parafinowe, które następnie, w celu dokładnego utrwalenia, zalewano gipsem. Te osobliwe pamiątki często wręczano gościom Kluskiego po skończonym seansie. Prawdę mówiąc trudno tutaj mówić o jednoznacznym oszustwie, ponieważ bardzo trudno byłoby je wyjaśnić.

Odlewy parafinowe uzyskiwane na seansach Modrzejewskiego były zadziwiająco dokładne – w masie odbite pozostawały linie papilarne, blizny i inne znaki szczególne. Niektóre z nich przedstawiały dłonie splecione, czego fizycznie nie można by przecież wykonać bez połamania ewentualnej formy, przy wyjmowaniu z niej dłoni. Inne z kolei były odlewami dłoni dziecięcych (obu płci), męskich i kobiecych, co wyklucza udział Kluskiego w tym eksperymencie jako jedynego ewentualnego oszusta.

Przeprowadzający tego typu eksperymenty w Warszawie i Paryżu wspominany dr Gustav Geley i Charles Richet, aby uniemożliwić Kluskiemu dokonanie oszustwa przed seansem, w tajemnicy, dodawali do parafiny barwniki, uzyskując tym samym dowód na to, że odlewy wykonane podczas posiedzenia nie mogły zostać przyniesione z zewnątrz. Dodatkowo nigdy nie stwierdzono na rękach medium obecności pozostałości owych barwników.

W „Wielkiej Nadziei”, pracy Charlesa Richeta wydanej w 1933 roku, naukowiec opisuje interesujące i dość zabawne zdarzenie, jakie miało miejsce na jednym z seansów u Franka Kluskiego:

Zanotuję następujący przypadek, o którym słyszałem od dra Geleya. W jego doświadczeniach z Kluskim używano wiadro z roztopioną parafiną. Uczestnicy seansu wyrażali różne życzenia. Jeden mówił: Chcemy foremki ręki aż po łokieć. Drugi mówił: Chcemy foremki nogi dziecka. Wówczas Geley, zniecierpliwiony, zawołał: A dlaczego nie pupy?! W kilka sekund potem dał się słyszeć wielki plusk w parafinie, która opryskała uczestników. I w parafinie odtworzyła się foremka pośladków, foremka jednak tak krucha i drobna, że nie można było sporządzić odlewu gipsowego (cóż za szkoda!)


Kluski wywoływał duchy Turków i Włochów
Mimo niezwykłości zjawiska tworzenia foremek parafinowych i gipsowych, Franek Kluski nie był pierwszym tego rodzaju medium materializacyjnym, które miało dokonywać takich fenomenów. Proces ten miał być znany różnym mediom spirytystycznym już od 1876 roku.

Profesor Aleksander Aksakow w swojej książce pt. „Animizm i spirytyzm” podaje przykłady kilku prób, których wynikiem miało być powstanie parafinowych figurek kończyn, uzyskanych z pomocą medium Firman. Następnie proces ten został powtórzony przez medium – pannę Wood z Newcastle. Ta miała sprowadzić na seans duchy młodego chłopca i dziewczynki, które najpierw zdejmowały obuwie, wkładały stopy do rozpuszczonej parafiny, a następnie do zimnej wody. Po uzyskaniu odlewów zjawy dzieci miały zniknąć, pozostawiając po sobie oryginalną pamiątkę.

Wzrost popularności i rozpoznawalności medium warszawskiego nastąpił, gdy członkowie Międzynarodowego Instytutu Metapsychicznego zaczęli periodycznie ogłaszać w czasopiśmie „Revue Metapsychique” rezultaty seansów. Z czasem prasa zaczęła z licznymi komentarzami przedrukowywać wyniki owych posiedzeń w kraju, Europie, a także w Stanach Zjednoczonych. Sława Franka Kluskiego była ogromna.

„Król mediów współczesnych” miał na swoich seansach prezentować mnóstwo różnych fenomenów. Kluski podobno pisał na maszynie nawet jej nie dotykając; zapalał światło, nie ruszając się z miejsca; a będąc związanym i trzymanym za wszystkie kończyny przez uczestników seansu, roztaczał wokół siebie charakterystyczną woń ozonu i roślin (w tym róży, pomarańczy, mięty i różnych ziół).

Około sześciuset pięćdziesięciu razy miało dochodzić do materializacji zjaw ludzi i zwierząt, które przybierały różne formy – materializowały się całe postacie lub pojedyncze kończyny, czy części ciała. W zależności od stanu zdrowia medium, jego samopoczucia, czy nawet rodzaju jedzenia (unikając mięsa i alkoholu Kluski miał przeprowadzać zdecydowanie bogatsze w fenomeny seanse), zjawiska ukazywały się w różnych stadiach rozwoju: w pełni cielesne, materialne, namacalne, mgliste, duchowe, czy ledwie wyczuwalne w dotyku.

W latach 1919-1922 podczas spotkań w mieszkaniu Kluskiego dochodziło do materializacji dużej, włochatej, przypominającej wyglądem homo erectus istoty, która miała wykazywać się wielką siłą – przenosiła nad głowami uczestników ciężkie meble, czy podnosiła kanapy z siedzącymi na nich ludźmi. Niekiedy zjawy obecne na seansach rozmawiały z gośćmi Modrzejewskiego, mając zachowywać się jak za swojego życia. Duchy miały mieć także zupełnie różne charaktery. Na seansach pojawiała się zjawa starszej kobiety błogosławiąca uczestników, czy lekarza badającego puls zebranym. Doświadczano także obecności duchów wojskowych (np. włoskich, polskich, czy tureckich), a nawet starożytnych kapłanów.

Godnym uwagi jest zauważenie złożoności i bogactwa fenomenów wywoływanych przez Kluskiego, a także stanu psychicznego w jakim znajdować się mogli uczestnicy spotkań z medium. Musiało to być niezwykle oczyszczające, wręcz terapeutyczne, wzruszające i duchowe przeżycie, pozwalające rzekomo doświadczyć ponownego kontaktu ze zmarłą już osobą. Fascynującym jest fakt, że zjawy miały wchodzić w ożywione interakcje z uczestnikami spotkań, posługując się przy tym językiem, którego używały za życia. Norbert Okołowicz, świadek seansów pisał:

Zjawa ta wyraźnie ukazała się uczestniczce 4. stukając w gwiazdkę na kołnierzu włoskiego munduru, a na zapytanie tejże uczestniczki (po włosku), kiedy umarła, odpowiedziała po włosku wyraźnym szeptem „otto anni uczestniczka 4. zrozumiała „dieiotto” — zjawa odpowiedziała: „non, otto”. Uczestniczka zapytała, czy gdyby żył, czy byłby faszystą. Zjawa ruchem głowy dość gwałtownie zaprzeczyła, mówiąc: „so no irredentisto” — a potem dodała „trentino”.


Wywoływanie duchów jak picie wódki? Kac w obu przypadkach
Niebywałym jest wieloaspektowość i wielopoziomowość seansów Modrzejewskiego. Potrafił on rzekomo materializować duchy porozumiewające się ze sobą i z innymi uczestnikami różnymi językami. Wydaje się, że trudno mówić tu o oszustwie, choć jeśli faktycznie miało ono miejsce, to na podziw zasługuje sama organizacja tak złożonego przedsięwzięcia.

Stosunek zjaw do medium i do uczestników seansu także był bardzo różny i często zmienny. Duchy, jakie miały ukazywać się na seansach Modrzejewskiego, można w prosty sposób porównać z niektórymi rodzajami duchów wymienionymi przez Allana Kardeca w jego „Księdze Duchów” – tzw. biblii współczesnych spirytystów. Ten wyraźnie wspominał, że często duchy zachowują się dokładnie tak jak za życia w materii.

Norbert Okołowicz pisał: Stosunek zjaw do medjum bywa bardzo różny, tak, jak zjaw do uczestników, oraz do innych zjaw. Gniewy, nieporozumienia, sprzeczki, sympatje i antypatje występowały bardzo wyraźnie (…). Niejednokrotnie występowały zjawy bądź z pretensjami do medjum, bądź z prośbami, innym razem znów z wyrazami czułości.

Złe samopoczucie medium było nieodłącznym elementem prawie każdego ranka po przeprowadzeniu posiedzenia z duchami – Kluski był wyraźnie wyczerpany. Czasami występowały na jego ciele krwawiące lub ropiejące rany, które po krótkim czasie miały zupełnie się zagoić i nie pozostawić śladu. Kluski miał również mieć poparzone dłonie, stopy i twarz po tych seansach, na których uzyskiwano parafinowe figurki kończyn rzekomych duchów. To mogłoby częściowo dowodzić oszustwa, wskazując, że to właśnie Kluski swoimi własnymi dłońmi wykonywał opisywane wcześniej odlewy. Nie tłumaczy to jednak ich doskonałego stanu po wyjęciu kończyn, czy obecności odlewów dziecięcych i damskich dłoni lub stóp.

Uczucie bólu, zranień czy dolegliwości chorobowych miały ukazywać się u Modrzejewskiego po seansach, na których materializowały się zjawy z widocznymi śladami chorób, zranień i innych podobnych skaz. Kluski miał także odczuwać wielkie zmęczenie po spotkaniu z obecnością zjawy homo erectus, która demonstracyjnie przenosiła ciężkie meble. Boleśniejsze i trwające dłużej dolegliwości miały mieć miejsce, gdy zjawy biły się między sobą lub uczestnicy seansu w celu przekonania się o realności widzianej postaci duchowej ją uderzali.

O stanach Kluskiego pisał m.in. jego redakcyjny kolega – Boy-Żeleński: Przykro na niego patrzeć:

oczy wpółbłędne, twarz obrzękła. Kaszle, w chustce pełno krwi (nie jest to, wyjaśnia mi jeden z obecnych lekarzy, poważny krwotok, ale raczej wyniki chwilowego przekrwienia). Kto by go widział w tym stanie, temu z pewnością nie powstałaby w głowie myśl, aby ten człowiek zapraszał nas po to, by urządzić sobie naszym kosztem jakąś mistyfikację. Nie można ani chwili wątpić: jesteśmy w obliczu cudownej właściwości.

Być może Kluski faktycznie sam miał możliwość przedstawiania tych wszystkich fantastycznych fenomenów. Być może rzekome zjawy wykorzystywały w jakiś sposób ciało Kluskiego. W jaki? Naprawdę trudno jest to logicznie wyjaśnić. Norbert Okołowicz tak komentuje stan zdrowia Teofila Modrzejewskiego:

Medjum wyczerpane, chore i apatyczne zaczynało wpadać, zaraz po rozpoczęciu seansu, w głęboki a zarazem dość niespokojny trans, obejmujący prawie 9/10 czasu trwania seansu. Po seansie medjum bywa bardzo wyczerpane, z trudem odzyskujące przytomność i niezdolne jest już do odbycia następnego, jak to dawniej bardzo często miało miejsce. Seanse za to zaczynają trwać dłużej, przekraczając czasami godzinę.

Nadnaturalne i niewiarygodne zdolności Kluskiego były badane przez wielu naukowców z Polski i ze świata. Zimą 1920 roku po wojnie polsko-bolszewickiej, która przerwała jego medialną działalność, Teofil Modrzejewski wyjechał do Paryża na zaproszenie Geleya. Tam, w Międzynarodowym Instytucie Metapsychicznym odbył serię udanych i spektakularnych eksperymentów, podobnych lub takich samych jak te, które zostały przedstawione wcześniej. Ich wyniki Geley opublikował w 1924 roku, nadając Modrzejewskiemu wspomniany już tytuł „Le roi de mediums contemporains” – „króla mediów współczesnych”.


Wiara i nauka
Po powrocie z Paryża Kluski zyskał opiekuna naukowego w postaci cytowanego już pułkownika Norberta Okołowicza. Seanse zyskały dzięki temu charakter bardziej naukowy: wprowadzono jeszcze ściślejszą kontrolę, przygotowywano bardziej szczegółowe protokoły i wyniki ze spotkań oraz częściej robiono zdjęcia. W wydanej w 1926 roku przez pułkownika książce pt. „Wspomnienia z seansów z medjum Frankiem Kluskim – Zbiór dokumentów i materjałów dowodowych z 96-ciu fotografjami i szkicami zjaw, foremek i odlewów, zmaterjalizowanych części ciała oraz 23 planami, wykresami i tabelami” znajdują się szczegółowe opisy wyżej przytoczonych, niewiarygodnych i niesamowitych fenomenów Franka Kluskiego. To wyjątkowe, obszerne (prawie 600 stron) dzieło zawiera także relacje uczestników, którzy opisywali co widzieli oraz szczegółowy podział zjaw, z uwzględnieniem sposobów ich ukazywania się.

Wpływ postaci Franka Kluskiego i jego medialnej działalności na rozwój i utrzymanie się spirytystycznej mody w Polsce był znaczny. Teofil Modrzejewski okazał się medium niezwykle uzdolnionym i sensytywnym, co skutkowało ogromną popularnością jego seansów. Trudno w logiczny sposób ocenić, czy fenomeny zachodzące na spotkaniach z Modrzejewskim faktycznie miały miejsce, czy nie. Absolutnie niewiarygodne wydaje się wykonywanie odlewów kończyn duchów, czy materializowanie zjaw, które ucinały sobie pogawędki z uczestnikami.

Należy jednak mieć na uwadze, że jeśli Franek Kluski faktycznie dopuszczał się licznych oszustw, to ogromnym kosztem swojego zdrowia. Jego nowa rola wyczerpywała go pod względem tak psychicznym, jak i fizycznym. Możemy zatem zadać pytanie, dlaczego miałby poświęcać swoje zdrowie dla oszustwa? Gdyby chodziło o zdobycie sławy i pieniędzy, wydaje się jasnym, że w takim przypadku pobierałby opłaty za przeprowadzane przez siebie seanse. Problem ten może być nierozwiązywalny, a pytanie o szczerość Kluskiego nadal pozostaje bez jasnej odpowiedzi.

Wiemy natomiast to, że jego seanse przyciągały setki osób – w tym elitę II Rzeczpospolitej. Dość wymienić nazwiska takie jak: Józef Piłsudski, Józef Beck, Józef Haller, książęta Lubomirscy, hrabiowie Potoccy, Andrzej Niemojewski, Juliusz Osterwa, Leon Schiller, Arnold Szyfman, Hans Effenberger-Sliwiński, Karol Szymanowski, Stanisław Ignacy Witkiewicz, czy Tadeusz Boy- Żeleński.

Kluski był ówczesnym celebrytą wśród spirytystów, a swoją działalnością fascynował opinię publiczną, choć nieprzesadnie długo. Seansował jedynie przez pięć lat, pozostawiając po sobie kilkanaście fotografii zjaw, wiele relacji i jeszcze więcej pytań bez odpowiedzi.



Bibliografia:
1. Sołowianiuk Paulina, Jasnowidz w salonie, czyli spirytyzm i paranormalność w Polsce międzywojennej, Warszawa 2014

2. Grzybowski Przemysław, Opowieści spirytystyczne. Mała historia spirytyzmu, Katowice 1999

3. Semczuk Przemysław, Magiczne dwudziestolecie, Warszawa 2014

4. Okołowicz Norbert, Wspomnienia z seansów z medjum Frankiem Kluskim – Zbiór dokumentów i materjałów dowodowych z 96-ciu fotografjami i szkicami zjaw, foremek i odlewów, zmaterjalizowanych części ciała oraz 23 planami, wykresami i tabelami, Warszawa 1926

5. Witkiewiczowa Jadwiga, Wspomnienia o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu, „Spotkanie z Witkacym. Materiały z sesji poświęconej twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza”, Jelenia Góra 1979

5 4 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x