Gdzie Jutro

Kim był prawdziwy John Smith z „Pocahontas”? I co miał wspólnego z Polakami?

Byłoby nudno, gdyby okazał się tylko przystojnym blondynem z filmu Disneya. Prawdziwy John Smith to dużo bardziej złożona postać. Służył w austriackiej armii, trafił do tureckiej niewoli i był wyrzucony za burtę za spowodowanie sztormu. Kim był prawdziwy Kapitan John Smith? I skąd w jego historii wzięli się Polacy?

Chyba każdy zna animowany film Disneya z 1995 roku pt. „Pocahontas”. Od lat zachwyca on kolejne rzesze widzów – genialną muzyką, animacją i fabułą.
Spokojne życie mądrej i pięknej Indianki – tytułowej Pocahontas gwałtownie się zmienia, gdy do Nowego Świata przybywa okręt z angielskimi osadnikami i poszukiwaczami złota. Na jego pokładzie – wśród załogi znajduje się kapitan John Smith – przystojny podróżnik i wielbiciel przygód.

Nie wszyscy wiedzą, że (podobnie jak Pocahontas) jest on wzorowany na autentycznej, historycznej postaci. Kapitan John Smith naprawdę istniał. Mało tego! Naprawdę był podróżnikiem i poszukiwaczem przygód. I naprawdę przybył do Ameryki wraz z grupą angielskich kolonizatorów.


Młodość i marzenia Johna
Jego historia zaczyna się w 1580 roku we wschodniej Anglii. Rodzice prowadzili gospodarstwo i spodziewali się, że syn przejmie po nich rodzinny interes. Jednak mały John dość szybko zaczął snuć własne plany na życie. Uczęszczał do szkoły z internatem. Uczył się tam łaciny, gramatyki, matematyki i komponowania.

Jako żądny przygód chłopiec John Smith marzył, żeby zobaczyć świat. Ale pewnie w najśmielszych snach nie wyobrażał sobie, że zostanie sławnym kolonizatorem.

Od pierwszych dni szkoły marzył jednak o życiu na morzu. Pragnął przygód na oceanie, który oglądał wybrzeży Louth – miasteczka, w którym znajdowała się jego szkoła. Rozmyślał o dalekich podróżach i odkrywaniu „nowych światów”. Czuł, że woda go wzywa.

Gdy John miał 15 lat, ojciec zgodził się, by opuścił szkołę i poszedł na tzw. przyuczenie do kupca – Thomasa Sendalla, w miejscowości King’s Lynn, położonej ok. 50 mil od domu Smith’ów. Chłopiec przeprowadził się wówczas i rozpoczął na wpół samodzielne życie.  Ojciec miał nadzieję, że John będzie szczęśliwy, wiedząc, że pewnego dnia wyruszy w morze, pracując dla pana Sendalla jako kupiec.

Młodzieńcowi brakowało jednak cierpliwości. Nie mógł się już doczekać wielkiego świata i po śmierci ojca – w 1596 roku zrezygnował z bycia czeladnikiem. Choć miał zaledwie 16 lat, wyruszył w swoją pierwszą dużą podróż. Udał się do Holandii, gdzie zaciągnął się do wojska. Służył w armii jako żołnierz 3 lub 4 lata.

Po powrocie do ojczyzny dużo czytał. Interesowały go szczególnie książki o technikach walki i sztuce wojennej. Ponadto uczył się języka włoskiego oraz jazdy konnej. Wkrótce John rozpoczął poszukiwania nowej przygody i w wieku 20 lat znów opuścił Anglię.


Droga do kariery wojskowej
Podróż, w którą się tym razem udał, miała bardzo mocno zaważyć na jego przyszłym życiu. Zdecydował się bowiem wstąpić do austriackiej armii na Węgrzech, by walczyć tam przeciwko Turkom.

Niestety wyprawa przez ówczesną Europę okazała się długa i pełna niebezpieczeństw. We Francji Johna napadnięto i obrabowano ze wszystkich pieniędzy. Może sprawił to jego urok osobisty, a może młody Anglik miał po prostu trochę szczęścia, ale wyszedł z tej sytuacji obronną ręką – dzięki pomocy pewnej szlachetnej damy. Wzruszył ją los biednego cudzoziemca i udzieliła mu wsparcia, dzięki czemu mógł wsiąść na statek płynący z francuskiej Marsylii do Włoch.

Jednak i ta część podróży nie przebiegła bez przeszkód. Z późniejszych pism Johna wynika, że na pokładzie statku nie był przesadnie lubiany ze względu na bycie protestantem i Anglikiem, podczas gdy pozostali pasażerowie byli katolikami. Doszło nawet do absurdalnej, a jednocześnie niezwykle niebezpiecznej sytuacji. Rozpętała się burza. Winą za sztorm obciążono Smitha i wyrzucono go za burtę.

Na szczęście nie utopił się. Dopłynął do najbliższej wyspy i został uratowany przez inny statek następnego dnia.  Wkrótce dotarł do Włoch, ojczyzny wielu podróżników i odkrywców.
Minął prawie rok, odkąd John opuścił Anglię, aby dołączyć do armii austriackiej i wziąć udziału w III wojnie austriacko-tureckiej (1593-1606). Po wielu perypetiach znalazł się w Wiedniu i wstąpił do wojska.


Pierwsza styczność Johna z Polakami
Kariera Johna w armii rozwijała się bardzo pomyślnie. Wkrótce wszyscy zaczęli go zauważać. Zabłysnął nie tylko intelektem, lecz także pomysłowością i odwagą. Został awansowany do rangi kapitana. Odpowiadał za odział 250 jeźdźców. Od tego momentu (1601) John był znany jako Kapitan John Smith.

Wiele osób myśli dzisiaj, że John Smith był kapitanem jednego ze „statków osadniczych” płynących z Anglii do Ameryki. Tymczasem John nigdy nie był kapitanem morskim. Zyskał ten stopień, służąc w austriackiej armii.

W wyniku działań wojennych, mimo wielu sukcesów austriackiej armii, Kapitan trafił do niewoli tureckiej. Po wielu trudnych miesiącach, dzięki wrodzonemu sprytowi, udało mu się zbiec.
Wiele wskazuje na to, że do ojczyzny wracał m. in. przez ziemie Rzeczpospolitej Obojga Narodów. (Przedostał się aż do Gdańska, a stamtąd do Anglii.) W czasie swojej wędrówki przez Polskę doświadczył  nie tylko  gościnności Polaków, ale zapoznał się także z ich umiejętnościami i rzetelną pracą.
W swojej książce wspominał później wesołość Polaków oraz fakt, że właściwie nie mógł wyruszyć do następnego miasta, jeśli nie obdarowano go wcześniej  licznymi prezentami. Ponadto zachwycał się wysokimi kwalifikacjami Polaków w zakresie wyrębu lasu, a przede wszystkim w produkcji szkła oraz smoły, którą pokrywano dachy i uszczelniano budynki.

Wkrótce  „znajomość z Polakami” miała okazać się bardzo przydatna. Chociaż  prawdopodobnie nie spodziewał się, że odegrają oni  tak znaczącą rolę w jego życiu.
Wrócił w końcu do kraju, a tam zaciągnął się do Virginia Company (szerszej publiczności dobrze znanej z piosenek z filmu „Pocahontas”), gromadzącej ludzi na wyprawę do Nowego Świata. Byli to głównie kupcy, którzy uzyskali zgodę króla – Jakuba I Stuarta (ang. King James I) na założenie stałej kolonii w Ameryce Północnej. Młody odkrywca nie był jednak szarym uczestnikiem wyprawy, a wysoko postawionym w hierarchii przyszłych kolonizatorów (był odpowiedzialny m. in. za kompletowanie składu załóg). John Smith miał wówczas 27 lat.

Był tysiąc sześćset siódmy,
Gdy wypłynęliśmy.
Nasz rejs prowadził Bóg,
A z Nim Virginia Company.

Bo ten nowy świat to niebo,
Tam się spełnią nasze sny,
To właśnie obiecała nam Virginia Company!
To właśnie obiecała nam Virginia Company!


Jak Polacy uratowali życie Johna Smitha?
W maju 1607 roku ekspedycja zorganizowana przez Virginia Company dotarła do wybrzeży Ameryki. W Wirginii założono osadę Jamestownpierwszą stałą osadę angielskich kolonistów w Ameryce Północnej. Zbudowano chaty mieszkalne, magazyny oraz wzniesiono kościół. Dość szybko zaczęły się psuć kontakty z lokalnymi plemionami indiańskimi.

Pierwsi Polacy pojawili się w Jamestown już w 1608 – rok po założeniu osady przez Anglików. Podkreślić należy, że nie był to wyłącznie skutek działań Johna Smitha. Fakt, iż Polacy należeli do pionierów Wirginii było naturalną konsekwencją angielsko-polskich kontaktów gospodarczych i kulturowych rozwijanych w poprzednich stuleciach w Europie.
Krótko po przybyciu do Ameryki w 1607 roku John szybko zdał sobie sprawę, że bez wykwalifikowanych pracowników nowo utworzona kolonia nie będzie mogła długo przetrwać. Kapitan Smith wysyłał więc pilne prośby do swojego biura w Anglii, by dostarczyć mu porządnych robotników, zwłaszcza Polaków. Zdaje się, że równie wysoko cenił Holendrów, a także Niemców.

Polacy byli zatrudniani przez Virginia Company za namową Johna Smitha,  jako fachowcy, głównie: szklarze, smolarze i drwale. Zdaniem angielskiego Kapitana mogli oni sprawnie i szybko uporać się z przerobem dużych ilości drewna z wirginijskich lasów. Można więc powiedzieć, że Smith był tym, który otworzył Polakom drogę do Ameryki.

Nie mamy dokładnych danych, ilu Polaków pierwotnie przebywało w Jamestown. Pewne jest, że ich grupa przybyła do Wirginii na drugim statku zaopatrzeniowym, Mary and Margaret, który zadokował w Jamestown w październiku 1608 roku. Prawdopodobnie było to wtedy kilkanaście/kilkadziesiąt osób z Polski. W każdym razie na tyle dużo, żeby wspominać o nich w osadniczych dokumentach.
Także późniejsze zapisy mówiące o Polakach wyrażały się na ich temat pozytywnie, chwaląc ich umiejętności,  a Virginia Company skutecznie zachęcała kolejnych do opuszczenia Europy.

W Jamestown mówiło się o nich: „Polackers”, „Polanders” lub „Polonians”, co dla polskiego ucha brzmi całkiem uroczo.

Wszyscy zapewne znają historię o tym, jak przed śmiercią z rąk Indian Kapitana Johna Smitha ocaliła Pocahontas. Mniej osób wie, że dokonali tego również Polacy. Zdarzyło się bowiem pewnego razu, o czym wspomina sam John Smith w swoich pismach, że został zaatakowany przez Indianina (mowa prawdopodobnie o samym wodzu lokalnego plemienia) w pobliżu osady, a konkretnie – nieopodal huty szkła. Pracowali tam Polacy. Szczęśliwym trafem dwóch z nich (znane są ich nawet ich nazwiska!): Zbigniew Stefanski i Jan Bogdan zauważyli szamoczących się mężczyzn i pospieszyli na ratunek swemu towarzyszowi. Walka miała miejsce prawdopodobnie w pobliżu rzeki, jeśli nie w samej rzece, gdyż z relacji Smitha wynika, iż bili się w wodzie. Widok nadbiegających Polaków przestraszył Indianina, który próbował zbiec, lecz został przytrzymany za gardło i włosy przez Smitha. W ten sposób Polacy uratowali życie Kapitana.
Nie dziwi więc, że po powrocie do Londynu John Smith tak ciepło wypowiadał się o Polakach w swoich książkach.

Historia angielskiego podróżnika pokazuje, że z pewnością zasłużył sobie na sportretowanie w filmie Disneya. Na podstawie jego życia dałoby się z pewnością stworzyć niejeden film. Może po przeczytaniu tego artykułu warto na nowo sięgnąć do „Pocahontas” i spróbować wyłapać jeszcze więcej smaczków zawartych w tym pięknym filmie nie tylko dla dzieci?



Zdjęcia:
zdjęcie nr 1: źródło: www.disney.fandom.com
zdjęcie nr 2: Jenks Tudor, Captain John Smith, New York 1904, str. 1
zdjęcie nr 3: Jenks Tudor, Captain John Smith, New York 1904, str. 8
zdjęcie nr 4: Jamestown Pioneers from Poland, red. The Polish American Congress, Jamestown 1958, str. 6
zdjęcie nr 5: Jamestown Pioneers from Poland, red. The Polish American Congress, Jamestown 1958, str. 41
zdjęcie nr 6: źródło: www.disney.fandom.com

Bibliografia:
Captain John Smith. Jamestown and the Birth of the American Dream, Dorothy Hoobler, Thomas Hoobler, New Yersey 2005

Jamestown Pioneers from Poland, red. The Polish American Congress, Jamestown 1958

Jenks Tudor, Captain John Smith, New York 1904

Mello Tara Baukus, John Smith. English Explorer and Colonist, Philadelphia 2000


5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ela
Ela
9 miesięcy temu

dzięki za pokazanie kolejnego wymiaru tego filmu. dla mnie on już miał wczeęniej swoją głębię, a le o tym, że kapitan był wzorowany na prawdziwej postaci nie wiedziałam. Człowiek miał ciekawą historię.

Malgosia
Malgosia
9 miesięcy temu

Świetny temat, spojrzenie od drugiej strony.

Anna
Anna
9 miesięcy temu

Bardzo ciekawe wyjasnienia, nie mialam pojecia o doswiadczeniach Johna Smitha, interesujace, ze mial kontakt z Polakami :). Pozdrawiam!

Patrycja Czubak
Patrycja Czubak
9 miesięcy temu

Nie wiedziałam, że za tą postacią stoi taka historia. 🙂

Karolina z Rudeiczarne.pl
Karolina z Rudeiczarne.pl
9 miesięcy temu

Ooooo genialna opowieść! 🙂 Pocahontas to moja ulubiona bajka z dzieciństwa, tym bardziej dziękuję za ten post! 🙂

Szlak Za Szlakiem
Szlak Za Szlakiem
9 miesięcy temu

Wow, bardzo fajny artykuł. W życiu bym nie podejrzewała, że postać, którą znam z bajki ma aż tak bogatą historię. Wielkie brawa dla Ciebie za znalezienie tych wszystkich informacji i przedstawienie ich w tak ciekawy sposób.

Magda
Magda
9 miesięcy temu

Uwielbiam Pocahontas, choć mam trochę obawy by po kilkunastu latach obejrzeć ją znowu więc może takie spojrzenie sprawi, że spojrzę na nią innym, dorosłym okiem.

Marcin
Marcin
9 miesięcy temu

Twórcy ze studia Walta Disneya często adaptowali prawdziwe historie jako scenariusze wielu ukochanych baśni z naszego dzieciństwa. O historii Johna Smitha nigdy dotąd nie słyszałem. Ciekawa postać.

Irek
Irek
8 miesięcy temu

Pasjonująca opowieść, więcej takich poproszę

9
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x