Gdzie Jutro

Owady wczesnej wiosny

Kwiecień, to świetna pora, aby wybrać się na spacer po lesie. Jeśli tylko dopisze nam trochę szczęście i trafimy na ładną pogodę, mamy szansę spotkać wiele zwierząt, takich jak owady. W tym artykule przedstawię kilka ciekawych gatunków, które możemy wtedy spotkać.


Płochliwe motyle
Jednym z symboli wczesnej wiosny jest latolistek cytrynek (Gonepteryx rhamni), zwany także listkowcem cytrynkiem, lub po prostu cytrynkiem. Pierwsze osobniki mogą latać już w marcu, a czasami nawet w lutym. Niech nas to jednak nie zwiedzie! To, że pojawiły się cytrynki, wcale nie oznacza, że nadeszła wiosna. Zdarza się bowiem, że uaktywniają się nawet podczas zimowych odwilży, gdy zaczyna świecić słońce, a temperatura wynosi nieco powyżej 0°C. Wraz z zakończeniem odwilży, może jednak powrócić śnieg i mróz. W takiej sytuacji cytrynki szybko wracają do swoich kryjówek (np. pod opadłe liście czy dziuple drzew), aby spokojnie poczekać na nadejście kolejnych ciepłych dni.

Latolistek cytrynek – w trakcie spoczynku prawie zawsze trzyma złożone skrzydła.

Pierwsze cytrynki, które zaczynają latać wczesną wiosną to samce. Można je łatwo rozpoznać po jaskrawej, cytrynowożółtej barwie skrzydeł. Samice pojawiają się gdzieś tak dwa tygodnie później. Ich skrzydła są białawe z żółto-zielonkawym odcieniem. Co ciekawe, jeśli zbliżymy nos do cytrynka, może poczuć przyjemny, cytrynowy zapach i to właśnie jemu zawdzięczają swoją nazwę. Nie jest jednak łatwo do niego podejść, ponieważ jest bardzo płochliwy i trzeba się za nim sporo naganiać, aby móc się mu przyjrzeć lub zrobić zdjęcie. Latolistki chętnie przysiadają na uschniętych liściach, aby się wygrzewać na słońcu. Często też odwiedzają kwiaty, aby pożywić się ich nektarem.

Oprócz latolistków, wczesną wiosną można spotkać liczne gatunki rusałek. Tą, którą spotykam wtedy najczęściej, jest rusałka ceik (Nymphalis c-album). Można ją bardzo łatwo poznać po wycięciach na brzegach skrzydeł. Gdy ceik usiądzie ze złożonymi skrzydłami upodabnia się do uschniętego liścia i naprawdę trudno go wypatrzeć. Jego nazwa wzięła się od białej plamki w kształcie litery „c”, która znajduje się na spodzie drugiej pary skrzydeł. Rusałka ceik przylatuje czasami do kwiatów, aby pożywić się ich nektarem, ale często też spija sok wyciekający z drzew. Zdarza się nawet, że pije mocz oraz płyny z padliny i odchodów większych zwierząt.

Rusałka ceik – w trakcie spijania soku wyciekającego z pnia drzewa często jej towarzyszą muchy i pszczolinki.

Choć może nam się to wydawać odrażające, to w takich „smakołykach” gustuje nie tylko ceik, ale też inne leśne motyle. Wśród nich jest rusałka żałobnik (Nymphalis antiopa), którą często widuję przy bobkach pozostawionych przez duże zwierzęta. Ten przepiękny motyl jest jeszcze bardziej płochliwy niż cytrynek i gdy tylko zauważy człowieka, natychmiast odlatuje wysoko w korony drzew. Od innych rusałek różni się nie tylko charakterystycznym ubarwieniem, ale też sporymi rozmiarami. Rusałka żałobnik zalicza się bowiem do jednych z największych motyli dziennych w Polsce. Rozpiętość jej skrzydeł może dochodzić nawet do 8 cm (dla porównania rozpiętość skrzydeł ceika sięga najwyżej do 5 cm).

Rusałka żałobnik – ten piękny motyl budzi się wczesną wiosną i lata do pierwszych dni czerwca. Motyle nowego pokolenia pojawiają się w połowie lipca.

Podczas wiosennych spacerów możemy spotkać nie tylko motyle dzienne, ale też nocne, czyli ćmy. Wbrew obiegowej opinii, sporo gatunków lata także w ciągu dnia i często mają naprawdę piękne ubarwienie, którym potrafią zaskoczyć ludzi oraz… potencjalne drapieżniki. Dobrym przykładem jest bęsica kwietniówka (Archiearis parthenias). Jej przednie skrzydła są brunatne z białymi plamami i gdy je złoży, idealnie się zlewa z tłem gołej ziemi, na której lubi siadać. Gdy poczuje się zaniepokojona, odsłania nagle drugą parę skrzydeł, która ma przyjemną brunatno-pomarańczową barwę. W ten sposób może odwrócić uwagę drapieżnika i czmychnąć mu tuż sprzed nosa. Jej gąsienice są z kolei zielone z białymi pasami ciągnącymi się wzdłuż ciała, dzięki czemu idealnie się maskują wśród zielonych liści brzóz, na których żerują.

Bęsica kwietniówka – w Polsce żyje też jej kuzynka bęsica osinówka, ale brakuje jej białych smug na przednich skrzydłach.

Na liściach brzóz żerują również gąsienice nasierszycy różnobarwnej (Endromis versicolora), dlatego dorosłe osobniki często przesiadują w ich pobliżu. Samice usadawiają się blisko ziemi na pniach oraz gałęziach, gdzie wydzielają feromony, aby przyciągnąć samce. Te ostatnie są bardzo rozlatane i przysiadają dopiero, gdy znajdą samicę, aby odbyć z nią kopulację. Samice nasierszycy są dość podobne do samic, ale na ich skrzydłach i tułowiu można wypatrzeć zdecydowanie więcej białych akcentów. Dodatkowo samice są większe; rozpiętość ich skrzydeł dochodzi nawet do 8,5 cm. To więcej niż u rusałki żałobnik! Skrzydła samców mogą mieć najwyżej 6,2 cm, czyli też są całkiem spore.

Nasierszyca różnobarwna – samica do złudzenia przypomina uschnięty listek wiszący na brzozowej gałązce.


Muchówki, które da się polubić
Muchówki należą do jednych z najmniej lubianych owadów, ale nie brak wśród nich gatunków, które są pożyteczne i warte docenienia. Zaliczają się do nich gatunki z rodziny rączycowatych (Tachinidae), które pomagają nam ograniczać liczebność innych owadów. Nie da się jednak ukryć, że robią to w naprawdę brutalny sposób. Zwykle wygląda to tak, że samica składa jaja na ciele jakiejś ofiary, a gdy wylęgną się z nich larwy, wnikają do wnętrza jej ciała i stopniowo pożerają ją od środka. Na swój cel szczególnie często obierają gąsienice motyli nocnych, ale są również gatunki, które atakują pluskwiaki i chrząszcze. Dorosłe rączycowate chętnie natomiast odwiedzają kwiaty, aby żywić się pyłkiem i nektarem, dzięki czemu uczestniczą w ich zapylaniu.

Wiosną można spotkać kilka ciekawych gatunków rączycowatych. Łatwo je jednak przeoczyć, ponieważ na pierwszy rzut oka wyglądają jak zwykłe muchy. Wśród nich jest np. Tachina ursina (niestety nie ma polskiej nazwy), która dorasta do 1,3 cm, a jej ciało jest brunatno-czarne z licznymi, złotymi włoskami. Ta duża rączyca chętnie przysiada na piaszczystych drogach, aby zażywać kąpieli słonecznych. Samce tego gatunku są niezwykle terytorialne. Jeśli w rewirze jakiegoś osobnika pojawi się inna rączyca, to szybko do niej podlatuje, aby ją przegnać. Często prowadzi to do podniebnej walki, która kończy się na ziemi. Z tego co zaobserwowałem, mogą też przepędzać muchówki należące do innych gatunków.

Na leśnych ścieżkach, w pobliżu krzewów i młodych drzewek, można natrafić na roje małych muchówek z rodziny wójkowatych (Empididae). Poszczególne gatunki są do siebie bardzo podobne i trudno je odróżnić bez odpowiedniej wiedzy oraz doświadczenia. Do pospolitych wiosennych gatunków należy niemający polskiej nazwy Empis borealis. Samice tego gatunku można rozpoznać po trójkątnych skrzydłach. Wójkowate przypominają z wyglądu komary, ale w przeciwieństwie do nich, nie żywią się krwią. Zamiast niej wolą nektar kwiatów, a w czasie godów polują też na małe owady. Dotyczy to zwłaszcza samców, które wręczają je samicom w formie podarunku, aby zyskać ich przychylność. Dodatkowo samiec, który kopuluje z samicą zajętą posiłkiem, może być pewny, że po wszystkim nie rzuci się na niego, żeby go pożreć.

Najbardziej niezwykłą muchówką, którą można spotkać wczesną wiosną, jest bujanka większa (Bombylius major). Na pierwszy rzut oka przypomina trzmiela, któremu ktoś doczepił do głowy długi, groźnie wyglądający szpikulec. W rzeczywistości jest to tylko ssawka, która służy do wysysania nektaru. Podczas odwiedzania kwiatów, bujanka zawisa w powietrzu tak jak koliber. Jest wtedy bardzo szybka i ciężko jest się jej przyjrzeć. Na szczęście co jakiś czas robi sobie przerwę na odpoczynek i przysiada na opadłych liściach, by się wygrzewać na słońcu. Bujanka jest bardzo czujna i zaniepokojona natychmiast odlatuje. Przy odrobinie cierpliwości można jednak się do niej podkraść, aby jej zrobić zdjęcie.

Bujanka większa – w Polsce żyje 12 bujanek, ale tylko 4 z nich to gatunki typowo wiosenne.

Dorosła bujanka jest naprawdę sympatycznym owadem, ale niestety tego samego nie można powiedzieć o jej larwach, które są pasożytami gniazdowymi dzikich pszczół. Gdy któraś z nich dostanie się do podziemnego gniazda takiej pszczoły, pożera zgromadzone przez nią zapasy pyłku, a później zabiera się za jej potomstwo. Larwa bujanki wysysa po kolei wszystkie larwy pszczoły, aż nie zostanie z nich nic, prócz pustego oskórka. Po wszystkim przeobraża się w pokrytą kolcami poczwarkę i przystępuje do zimowania. Wczesną wiosną wygrzebuje się na powierzchnię i zamienia się w dorosłą bujankę.


Pracowite pszczoły
Dzikie pszczoły, o których wspomniałem przy okazji bujanki większej, prowadzą samotny tryb życia. To oznacza, że nie tworzą społeczeństw, tak jak dobrze nam znana pszczoła miodna, ale każda samica buduje gniazdo tylko dla swojego potomstwa. Na jednym obszarze może jednak żyć wiele osobnik, ponieważ często budują gniazda tuż obok siebie, w efekcie czego powstaje coś, co można porównać do naszych bloków mieszkalnych, a nawet całych osiedli. Podobnie jak pszczoła miodna, dzikie pszczoły odwiedzają kwiaty, aby zbierać pyłek i nektar, dlatego są ważnymi, choć często niedocenianymi zapylaczami roślin. Z pszczołami miodnymi łączy je też to, że samice są uzbrojone w żądło. Na całe szczęście, są bardzo łagodne i nie zrobią nam krzywdy, nawet jeśli pozwolimy którejś z nich usiąść nam na dłoni.

Najbardziej znaną dziką pszczołą jest murarka ogrodowa (Osmia bicornis), która chętnie przylatuje do naszych ogrodów i parków. W ostatnich latach, wiele osób buduje hotele dla pożytecznych owadów i często są one zasiedlane właśnie przez murarkę. Przy braku takiego hotelu, może tworzyć gniazda w pustych łodygach roślin, trzcinach oraz w różnego rodzaju otworach, zarówno naturalnych wydrążonych przez inne owady, jak i sztucznych, zrobionych przez człowieka. Znajdowano je nawet samochodowych felgach i w dziurkach od kluczy. Gniazdo murarki składa się z licznych komórek, które są od siebie odgrodzone ściankami z wilgotnej gliny lub ziemi. W każdej z nich umieszcza mieszankę pyłku i nektaru oraz składa jedno jajo. Larwa, która się wylęgnie, pożera zgromadzony przez samicę pokarm.

Murarka ogrodowa – od podobnej murarki rogatej różni się nieco innym ubarwieniem i brakiem małych różków na głowie.

Wiele dzikich pszczół buduje gniazda pod ziemią. Dobrym przykładem mogą być pszczolinki (Andrena spp.), których mamy w Polsce ponad 100 gatunków. Pospolitym gatunkiem w naszych lasach jest pszczolinka z gatunku Andrena clarkella. Jej ciało pokrywają liczne włoski, które sprawiają, że jest kudłata jak mały niedźwiadek. Włoski na jej głowie i odwłoku są czarne, natomiast te na tułowiu mają brązową barwę. Samice pszczolinek wykopują gniazda na leśnych ścieżkach. Z tego, co sam zaobserwowałem, w jednym miejscu może być nawet kilkadziesiąt takich gniazd! Każde z nich składa się z jednego kanaliku, który może mieć głębokość od 10 do 30 cm oraz bocznych korytarzy znajdujących się na jego końcu. Wszystkie są zakończone komorami lęgowymi, w których samica gromadzi mieszankę pyłku i nektaru, a później składa po jednym jaju.

Pszczolinka z gatunku Andrena clarkella – pierwsze osobniki pojawiają się już w marcu, gdy temperatura powietrza przekracza 8 stopni Celsjusza.

Wokół gniazd pszczolinek często się kręcą żółto-czarne owady, które wyglądają jak osy. To koczownice (Nomada spp.), czyli kolejne dzikie pszczoły, które możemy spotkać wczesną wiosną. Podobnie jak bujanki, są pasożytami gniazdowymi i na swój cel obierają głównie pszczolinki. W trakcie kopulacji samiec koczownicy obdarowuje samicę swym nasieniem oraz podrobionym zapachem pszczolinki. Ten ostatni prezent jest dla niej ważny, ponieważ przyda jej się przy składaniu jaj. Po odbytej kopulacji samica podlatuje do gniazda pszczolinki i albo usadawia się gdzieś obok, albo zawisa w powietrzu tuż nad nim. Gdy pszczolinka poleci po zapasy pyłku, koczownica wchodzi do środka i podrzuca swojej jajo.

Koczownica, Nomada spp. – w Polsce żyje aż 54, trudnych do rozpoznania gatunków.

Może się oczywiście zdarzyć, że pszczolinka wróci wcześniej do gniazda, ale koczownica jest zamaskowana zapachem od samca, dlatego pszczolinka zwykle jej nie atakuje. Larwa koczownicy, która wylęgnie się z jaja, pożera zgromadzony przez pszczolinkę pyłek. Podobnie zachowują się nęczyny (Sphecodes spp.), czyli kolejne dzikie pszczoły, które są pasożytami gniazdowymi innych dzikich pszczół, głównie smuklików, lepiarek i pszczolinek. Od koczownic można je łatwo odróżnić po ubarwieniu. Ich głowa i tułów są czarne, natomiast odwłok ma intensywną, czerwoną barwę.


Rozbiegane chrząszcze
Chrząszcze należą do najliczniejszych owadów na świecie. W samej tylko Polsce mamy blisko 6200 gatunków. Nic więc dziwnego, że w podczas leśnych spacerów, możemy łatwo się na nie natknąć. Jednym z ciekawszych gatunków jest trzyszcz polny (Cicindela campestris), który pojawia się na nasłonecznionych leśnych ścieżkach. Można go łatwo poznać po zielonym ubarwieniu, wyłupiastych oczach oraz potężnych, ząbkowanych żuwaczkach, które przydają mu się w trakcie łowów. Trzyszcz polny jest drapieżnikiem, który poluje na drobne stawonogi, takie jak mrówki, muchówki czy pająki. Sam może się stać ofiarą większych zwierząt, dlatego gdy tylko poczuje się zagrożony, od razu rozwija skrzydła i odlatuje na kawałek dalej. Trzyszcz jest również bardzo szybki (może biegać z prędkością dochodzącą do 60 m/s) i przez sporą część dnia pozostaje w ruchu.

Trzyszcz polny – jego nazwa może być myląca, ponieważ dość rzadko pojawia się na polach.

Do ruchliwych chrząszczy zalicza się również przekrasek mróweczka (Thanasimus formicarius), którego można znaleźć na ściętych i powalonych pniach sosen i świerków. Tak jak trzyszcz, jest drapieżnikiem, ale ogranicza się głównie do polowania na korniki. Z tego, co zaobserwowałem, przekrasek potrzebuje ok. 10 minut, aby pożreć kornika. W sytuacji zagrożenie stawia na szybką ucieczkę, ale może też odlecieć lub podkurczyć nogi i spaść na ziemię. Dzięki swoim barwom podszywa się pod groźne błonkówki, takie jak mrówki i żronkowate, dzięki czemu może zmylić swoich wrogów. Jego drapieżne larwy żyją pod korą i w szczelinach pni. Podobnie jak dorosłe osobniki, chętnie polują na korniki, ale atakują głównie ich larwy. Mogą też pożerać larwy innych chrząszczy, np. kózkowatych.

Do tej ostatniej rodziny zalicza się tycz cieśla (Acanthocinus aedilis), który też czasami biega po sosnowych pniach, ale robi to głównie w czasie godów. Poza czasem ich trwania, przesiaduje nieruchomo na korze i trzeba przyznać, że całkiem dobrze się na niej maskuje. Tycz cieśla może się pochwalić najdłuższymi czułkami w stosunku do swojego ciała spośród wszystkich chrząszczy w naszym kraju. Ich długość może dochodzić do 10 cm, co oznacza, że są pięć razy dłuższe, niż jego ciało. W przeciwieństwie do trzyszcza i przekraska, tycz cieśla jest roślinożerny. Dorosły chrząszcz żywi się korą młodych pędów sosen, natomiast jego larwy żerują między korą a drewnem w osłabionych, obumierających lub niedawno ściętych sosnach.

Oleica krówka (Meloe proscarabaeus) też jest roślinożerna. Dorosłe osobniki zjadają trawę i liście roślin zielnych, natomiast jej larwy preferują pyłek zmieszany z nektarem. Zamiast jednak zjadać ten, który znajduje się w kwiatach, wolą się dobrać do zapasów, gromadzonych przez dzikie pszczoły, zwłaszcza przez lepiarki. Początkowo larwy oleicy mają dobrze wykształcone nogi, co przydaje im się, aby się wspiąć na jakiś kwiatek. Tam czekają, aż nadleci dzika pszczoła. Gdy tak się stanie, wspinają się na nią i lecą razem z nią do jej podziemnego gniazda. Jeśli przez przypadek wespną się na jakiego innego owada lub w ogóle na coś innego, wówczas giną.

Oleica krówka – samce można łatwo poznać po zakrzywionych czułkach.

Po dotarciu do gniazda, larwa oleicy zjada jaja dzikiej pszczoły, po czym kilka razy zmienia wygląd i upodabnia się do tłustego pędraka z krótkimi nóżkami. Jej jedynym celem staje się pożarcie wszystkich zapasów zgromadzonych przez dziką pszczołę. Po pewnym czasie larwa oleicy znów się zmienia, ale tym razem w pseudopoczwarkę, czyli stadium przypominające poczwarkę. Z niej wyłania się larwa z jeszcze krótszymi nóżkami, która szuka sobie dogodnego miejsca na kolejne przeobrażenie, ale już poza gniazdem lepiarki. Gdy tak się stanie, zmienia się w prawdziwą poczwarkę i wczesną wiosną przeobraża się w dorosłą oleicę. Tak skomplikowany jest nazywany hipermetamorfozą lub nadprzeobrażeniem i należy do najbardziej niesamowitych zjawisk w świecie owadów.

Dorosła oleica również jest bardzo ciekawa. Dorosły chrząszcz dorasta do 3,5 cm (samica jest zwykle większa, niż samiec), ma granatowo-czarne ubarwienie, a jego pokrywy skrzydłowe są wyraźnie skrócone. Po odbytej kopulacji odwłok samicy wydłuża się i pęcznieje, ponieważ wypełnia się jajami, których może być nawet kilkanaście tysięcy (w laboratorium pewna samica złożyła aż 40 tysięcy jaj)! W sytuacji zagrożenia, oleica wydziela kantarydynę, czyli trującą wydzielinę obronną. 0,02-0,03 g tej substancji wystarczy, aby zabić człowieka. Na całe szczęście, jedna oleica nie jest wstanie jej wytworzyć aż tyle i jeśli tylko nie wpadniemy na pomysł, aby ją zjeść, to z całą pewnością nie zrobi nam krzywdy.


Wczesnowiosenne ważki i prostoskrzydłe
Wczesną wiosną lata wiele motyli, ale co się dzieje z ważkami? To proste. Prawie wszystkie są jeszcze larwami, które żyją w różnych zbiornikach wodnych. Niektóre z nich przeobrażą się w dorosłe osobniki już na przełomie kwietnia i maja, ale na większość gatunków trzeba poczekać jeszcze dłużej. Są jednak dwa gatunki ważek, które latają już na początku wiosny, a czasami można je spotkać nawet w czasie zimowych odwilży, tak jak cytrynki. To straszka pospolita (Sympecma fusca) i straszka syberyjska (Sympecma paedisca). Obie te ważki zimują jako dorosłe osobniki. Nie chowają się jednak tak jak motyle, ale siedzą na suchych łodygach roślin i na nich właśnie hibernują. Nie przeszkadza im wtedy ani mróz, ani szron, który często pokrywa ich ciała. Co więcej, przez cały czas są czujne i jeśli tylko poczują się zagrożone, zaczynają się przesuwać na drugą stronę łodyżki.

Straszka pospolita – to dość mały gatunek ważki, długość jej ciała dochodzi do zaledwie 3,7 cm.

Obie straszki mają podobne, brunatne ubarwienie, dzięki któremu dobrze się maskują wśród uschniętej roślinności. Niestety dość ciężko jest też je od siebie odróżnić. Aby to zrobić, trzeba spojrzeć na boczną stronę ich tułowia. U obu gatunków znajdują się tam dwa, zielonkawo-brązowe, metaliczne pasy, które różnią się wyglądem. W przypadku straszki pospolitej, oba paski mają taką samą grubość, a ich krawędzie są równe. Górny pasek straszki syberyjskiej jest natomiast dużo szerszy niż ten na dole, a na jego dolnej krawędzi znajduje się kanciasta plama, czyli taki „ząbek”. Najłatwiej jest spotkać straszkę pospolitą, która zgodnie z nazwą, jest liczna niemal w całej Polsce. Straszka syberyjska jest znacznie rzadsza i właśnie dlatego znajduje się pod częściową ochroną gatunkową.

Wczesną wiosną nie spotkamy też zbyt wielu prostoskrzydłych, popularnie zwanych konikami polnymi. Większość gatunków spędza zimę pod postacią jaj, które są ukryte pod ziemią. Jest jednak kilka ciekawych wyjątków. Wśród nich są skakuny (Tetrix spp.), które osiągają około 1 cm długości i skaczą na dnie lasu wśród ściółki leśnej i opadłych liści. Nie łatwo je wypatrzeć, a w sytuacji zagrożenia potrafią daleko skoczyć. Gdy jednak odbijają się nogami od suchych liści, można to usłyszeć jako głośne „puknięcie” i w ten sposób odkryć, że żyją w naszej okolicy. W Polsce żyje 7 gatunków skakunów, które są do siebie bardzo podobne i trudno jest je odróżnić. Co ciekawe pod nazwą „skakuny” są również znane pająki z rodziny skakunowatych (Salticidae), które też są znane z wykonywania dalekich skoków.

Skakun szydłówka – to jeden z najpospolitszych skakunów w naszym kraju.


Kilka słów na zakończenie
Muszę przyznać, że ten artykuł wyszedł mi naprawdę dość długi, dlatego jestem wam bardzo wdzięczny, że dotrwaliście do końca. Z tego, co policzyłem, udało mi się w nim przedstawić aż 19 różnych gatunków i rodzajów owadów, które można spotkać wczesną wiosną w naszych lasach. To jednak wcale nie oznacza, że już wyczerpałem temat. Wręcz przeciwnie! To zaledwie malutki skraweczek wszystkich owadów, jakie można wtedy spotkać. Można powiedzieć, że przy każdym kolejnym wyjściu do lasu mogą na nas czekać zupełnie nowe, nieznane nam do tej pory gatunki. Właśnie dlatego naprawdę warto się nimi zainteresować. Z nimi nigdy nie ma nudy. Zachęcam więc wszystkich miłośników wędrówek po naszym pięknym kraju, aby zajrzeć czasami do któregoś lasu i zwrócić uwagę na żyjące w nim owady. Kto wie, może z czasem zaczniecie uganiać się za nimi z aparatem, tak jak mnie się to zdarza.


Źródła:
1. M. Grabowski, R. Jaskóła, K. Pabis: Ilustrowana encyklopedia owadów i pajęczaków. Atlas. Wydawnictwo Fenix. Bełchatów 2015. ISBN 978-7705-870-1

2. M. W. Kozłowski: Owady Polski Chrząszcze. Wydawnictwo Multico. Warszawa 2009. ISBN 978-83-7073-784-9

3. M. W. Kozłowski: Owady Polski. Wydawnictwo Multico. Warszawa 2008. ISBN 978-83-7073-666-8

4. H. Bellmann: Spotkania z Przyrodą. Owady. Wydawnictwo Multico. Warszawa 2007. ISBN 978-83-7073-418-3

5. M. Dylewska: Część XXIV Błonkówki – Hymenoptera, zeszyt 68d. Pszczołowate Apidae, podrodzina Andreninae. Klucze do oznaczania owadów Polski. Toruń 2000.

6. P. Trojan: Część XXVIII Muchówki – Diptera, zeszyt 24. Bujanki – Bombyliidae. Klucze do oznaczania owadów Polski. Warszawa 1967

7. Mapa Bioróżnorodności (baza.biomap.pl)

8. www.wazki.pl [dostęp 08.04.2022]

9. Motyle Europy (lepidoptera.eu). [dostęp 08.04.2022]

10. dzicyzapylacze.pl [dostęp 08.04.2022]

11. orthoptera.entomo.pl [dostęp 08.04.2022]

5 12 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x