Gdzie Jutro

O masonach, wiewiórkach i 12-pokojowych mieszkaniach

Asia jest przewodniczką miejską PTTK,
członkinią poznańskiego Koła Przewodników PTTK im. Marcelego Mottego,
autorką profilu na Instagramie poznanska_kamienica
i – od kilku lat – mieszkanką Poznania.

Zakochałaś się w Poznaniu?
Od pierwszego wejrzenia. Mieszkam tu już prawie pięć lat. Pamiętam, że kiedy szukałam mieszkania (online), zupełnie przypadkowo trafiłam na Łazarz. Natychmiast pokochałam tę dzielnicę, jej kamienice. Sama mieszkam w jednej z nich. Poczułam się tu jak w domu.

Od kilku miesięcy swoją pasją do kamienic dzielisz się ze światem. Jak to się zaczęło?
Zaczęło się od tego, że uczestniczyłam w tzw. spacerach tematycznych z przewodnikami i pasjonatami. Postanowiłam sama zapisać się na kurs przewodnicki i udało mi się zdać egzamin. Najważniejszą nauką, jaką z niego wyniosłam, nie była jednak sama wiedza o Poznaniu, ale umiejętność jej wyszukiwania. Bo temat jest przecież „prze-szeroki”. Nauczyłam się metodyki przewodnickiej. Nie boję się teraz (może nie dosłownie teraz – w czasie pandemii) oprowadzać po mieście. Wiem, jak się to robi. Poznałam też fantastycznych ludzi z ogromną wiedzą i pasją do Poznania.

Żeby nie wyjść z przewodnickich tematów, zająć się tym, co lubię i dotrzeć do młodszego odbiorcy – stworzyłam „poznanska_kamienica”. Istnieją liczne profile na Instagramie czy Facebooku, które pokazują piękne zdjęcia Poznania, czy kamienic. Ja nie jestem fotografem, a zdjęcia robię telefonem. Zależało mi, żeby obok warstwy wizualnej znaleźć miejsce dla merytorycznych treści, odrobiny historii. Uczestnicząc we wspomnianych spacerach tematycznych, widziałam, że jest zainteresowanie odkrywaniem miasta, ale niekoniecznie przez młodych ludzi. Stwierdziłam, że możliwości są dwie: albo oni Poznaniem się w ogóle nie interesują albo po prostu ta wiedza do nich nie dociera, to nie są ich kanały przekazu. Zaryzykowałam więc z Instagramem. I kręci się zaskakująco dobrze. Nie spodziewałam się tak miłego i szerokiego odbioru. (Pozdrawiam moich czytelników!)

Nie ukrywam, że w niektórych zdjęciach sam się zakochałem. Totalnie zaskoczyło mnie to, jak bardzo Poznań potrafi być magiczny. Czy wizerunek pięknego Poznania, jaki wyłania się z Twojego profilu, jest prawdziwy? Czy w tym mieście są tylko ładne kamienice?
Dla mnie ładne są wszystkie! Ale rozumiem, że pytasz o kamienice zadbane, odrestaurowane… Trudno mi powiedzieć, jaki ich procent jest utrzymany w takim stanie.  W mojej okolicy widzę, jak kamienice z roku na rok – jedna po drugiej systematycznie są odnawiane. I to się dzieje raz lepiej, raz gorzej. Wiadomo, jakie były problemy własnościowe, jakie wyroki zapadały dla czyścicieli kamienic. Na pewno nie jest to temat łatwy – ani dla miasta, ani dla mieszkańców takich domów. Ale postęp dzieje się na naszych oczach. Chociażby na ulicy Małeckiego, którą dziś szłam, kolejne dwie odnowione kamienice pokazały swoje piękne fasady spod rusztowań. Poznań jest ładnym miastem, ma swoje bolączki, ale wizerunek na profilu na pewno nie jest przesadzony.

W temacie władzy: czy Poznaniem rządzą masoni? Piję oczywiście do jednego z Twoich postów.
(śmiech) Nie, nie… Nie rządzą, chociaż loża masońska była w Poznaniu silna i funkcjonowała bardzo prężnie. Były budynek loży znajdziemy przy ulicy Mostowej – tam, gdzie obecnie mieści się Muzeum Etnograficzne.

A cyrkle, węgielnice (to taka ekierka do wyznaczania kąta prostego) widoczne na niektórych kamienicach, to po prostu atrybuty budowniczych i architektów, którzy lubili się swoim fachem afiszować. Umieszczali na fasadzie te symbole, które w pierwszym odruchu rzeczywiście kojarzą się z wolnomularstwem. Wynika to z tego, że budowniczowie i masoni mają wspólne korzenie. W średniowieczu istniał cech murarzy (mularzy – po staropolsku), którzy mieli nadane bardzo szerokie prawa. Budowali katedry, dlatego mogli  swobodnie przemieszczać się po Europie. Byli taką warstwą uprzywilejowaną i to właśnie od nich wywodzi się ruch masoński. A że byli też budowniczymi, dzielą te niezwykłe symbole.

A jeśli chodzi o pozostałe symbole? Wiem o lwach, wiem o jaszczurkach. Co jeszcze nietypowego możemy zobaczyć na ścianach poznańskich kamienic?
Kamienice, które powstawały tutaj na początku XX wieku, kiedy miasto rozszerzyło granice w kierunku Wildy, Łazarza, Jeżyc, ozdabiane były motywami secesyjnymi, czyli wszelkiego rodzaju roślinami, plastycznymi liniami, motywami zwierzęcymi i smokami. (Te ostatnie szczególnie upodobał sobie architekt Paul Pitt, co widać na przykład przy ul. Grunwaldzkiej 20a. Powtarzają się także przy ulicy Matejki.)

Znajdziemy również łacińskie sentencje i słowa, na przykład salve – mój ukochany motyw, który kolekcjonuję – oznacza „witaj”. Motyw kobiety, motyw mężczyzny, motywy mitologiczne, egipskie (np. Matejki 56). Jest też taki motyw – inny niż wszystkie – przy ul. Kwiatowej: ptak, który trzyma w szponach głowę kobiety i wbija jej pazur w oko. Przykład dosyć demoniczny i z pewnością niepowtarzalny.

Tutaj trzeba zaznaczyć, że nie wszystkie sztukaterie widniejące na kamienicach wykonywał specjalnie w tym celu zamówiony „artysta pierwszej klasy”. Częściej korzystano z oferty, jak nazwał to jeden z przewodników na spacerze – ówczesnej „Castoramy”. Istniały po prostu powielane wzorce. W Poznaniu tego typu usługi świadczyła firma Antoniego Krzyżanowskiego. Kiedy budowano kamienice, zostawiano puste miejsca – wnęki, w które potem odpowiednio gotowe sztukaterie wklejano. Można powiedzieć, że była to taka masówka.

Przechadzając się po Poznaniu, a propos różnych szczegółów, zobaczysz, że one się powtarzają. Są tu, są tam. To jest to samo. Mniej zamożni, chcąc ozdobić swoje kamienice, wybierali właśnie taki sposób.

Zdarzają się również bardzo dobre przykłady szkoły sztukatorskiej, jak na przykład dom własny sztukatora Bolesława Richelieu na Grunwaldzkiej. I tu już produkcji taśmowej nie ma.

Często widzimy wszelkiego rodzaju kwiaty i rośliny… A w jednej z kamienic przy ul. Małeckiego są wyrzeźbione wiewiórki. Na Kanałowej, oprócz pięknych Atlasów – jednych z największych w Poznaniu przedstawień mężczyzn podtrzymujących balkon, naprzeciwko – nad sklepem monopolowym –  są dwa ptaki, które walczą z wężem.

Do wyboru do koloru. Większość tych zdobień ma oczywiście symbolikę, choć też nie zawsze.

Wyznajesz zasadę pani Janiny Czarneckiej, że każdy problem architektoniczny jest także problemem życiowym. Zawsze patrzysz na kamienice również pod takim kątem… ludzkim?
Na pewno myślę o tym, jak zmiany rzeczywistości odbiły się na tych budynkach. Osiedle Johow-Gelände – czyli to, które powstało przy Parku Wilsona (ulica Matejki) – zostało zbudowane dla bardzo bogatych ludzi. Żeby tam zamieszkać, naprawdę trzeba było mieć małą fortunę. Klatki schodowe do tej pory, niektóre po rewitalizacji, wyglądają jak pałace.

Czas płynął, przyszła wojna – jedna, druga. Raz to była Polska, później znów Niemcy – władza kilkukrotnie się zmieniała. Potem okres PRL i nacjonalizacja. Zupełnie inna grupa społeczna zaczęła zamieszkiwać poznańskie kamienice. Ludzi w mieście przybywało, dlatego mieszkania były dzielone, domeldowywano rodziny. Zdarzało się, że kilka rodzin mieszkało w jednym mieszkaniu. Nie można zapomnieć, że najbogatsze lokale miały po 300 metrów, 8-12 pokoi, czasem więcej. Dla nas właściwie nie do wyobrażenia. Wraz z biegiem lat ulegały one podziałowi.

Co ciekawe, dzisiaj nadal widać ten trend. Mieszkania w Poznaniu, które są w kamienicach, siłą rzeczy znajdują się w centrum miasta. Właściciele, którzy chcą zarobić np.; na najmie krótkoterminowym, dzielą je na „mikro apartamenty”. Nie sprzyja to budowaniu społeczności i więzi międzyludzkich. Ludzie w mieszkaniu, które ma np. 21 metrów kwadratowych nie wytrzymają długo. To tylko przystanek na ich drodze.

Podział kamienicy na pewno był praktyczny dla ówczesnych bogatych (można prześledzić układ pomieszczeń, odtworzyć w wyobraźni oddzielne wejścia i małe pokoiki dla służby itd.), ale to co stało (i dzieje) się później – czyli ten niekontrolowany podział nie zawsze jest praktyczny i przyjazny.

Bardzo dużo wiesz o historii poznańskich kamienic. Czasem mówisz, że nie udało Ci się dotrzeć do właścicieli albo, że nie do końca wiadomo, kto wybudował daną kamienicę. Jak długo przygotowujesz się do napisania postu? Jak szukasz takiej wiedzy?
Dodam na początek, że nie są to tylko kamienice, bo staram się też odpowiadać na potrzeby i prośby obserwujących. Mam je wszystkie spisane w zeszycie. Podoba mi się to, że czytelnicy chętnie piszą i podrzucają pomysły, albo przekazują co ich najbardziej ciekawi. Staram się co któryś post opisać miejsce, które interesuje nie tylko mnie, ale też Poznaniaków (bo 80% obserwujących jest „lokalsami”).

Widzę, że jest zapotrzebowanie na różne poznańskie obiekty. Pisałam na przykład o Palmiarni [Palmiarnia Poznańska – dydaktyczno-wystawowa placówka botaniczna znajdująca się w poznańskim Parku Wilsona – przypis MT] i Okrąglaku [były dom towarowy znajdujący się w centrum Poznania przy ul. Mielżyńskiego 14 – przypis MT].

Gdy przygotowuję post, są dwie drogi. Jedna taka, że przeczytam o czymś w książce i idę to sfotografować. Mam historię i muszę tylko zrobić zdjęcia – opowiedzieć ją także wizualnie. To jest łatwiejsza droga, bo mam informacje. Oczywiście podaję źródła, sprawdzam, konfrontuję różne opracowania

Trudniej pewnie jest w drugą stronę.
To prawda. Aczkolwiek myślę że taki stopień szczegółowości, gdy chodzi przecież tylko o profil, który się „swipuje”, wystarczy na ten moment. Kiedy mam zdjęcie niekiedy ciężko dotrzeć do konkretnej informacji na temat fotografowanego obiektu.

Trudno mi powiedzieć, ile czasu poświęcam na jeden post. Zwykle robię sobie dobrą herbatę albo grzańca, siadam, obkładam się książkami i piszę. Jest to dla mnie przyjemne; taki moment tylko dla mnie. Nigdy chyba nawet nie spojrzałam wtedy na zegarek (śmiech). Myślę, że może to być średnio około dwóch, może trzech godzin. Nie licząc wyjść na zdjęcia. To taki proces ciągły, bo nie czytam tych książek tylko, aby przygotować post, ale też dla siebie i zaznaczam interesujące mnie fragmenty.

Bardzo zwracasz uwagę na szczegóły, potrafisz dostrzec w kamienicach ślady po kulach, przyczepy dawnych trakcji tramwajowych, wmurowane tabliczki…
To nie tylko moje doświadczenia, ale chodzę też na spacery z różnymi znajomymi, z przewodnikami wymieniamy się też różnymi spostrzeżeniami; ja gdzieś coś wrzucę, ktoś mi coś podpowie. O trakcji akurat opowiadał mi kolega z Koła Przewodników, który zna historię transportu publicznego w Poznaniu jak własną kieszeń. Znajomości z kursu, czy już teraz z Instagrama są nieocenione. 

Która kamienica w Poznaniu jest Twoją ulubioną?
Marcinkowskiego 11, podwórze tej kamienicy. Jak tylko wejdziesz, zobaczysz pełno kwiatów, ławeczkę – wszystko jest tam zadbane. Widać, że społeczności, która tam mieszka, zależy. Są to ludzie, którzy zapewne zamieszkują to miejsce na stałe, a nie wpadają i wypadają na różnego rodzaju najmy. Dla mnie ważne jest to, że miejsce żyje. Nawet najpiękniej odrestaurowana kamienica, przeznaczona pod krótkoterminowe najmy, mnie nie zachwyci, jeśli nie ma tego czegoś. Gdy ludzie się nie znają, nie budują społeczności miejsce traci duszę. Nikomu nie zależy, żeby posadzić kwiatki, żeby powalczyć o stojak na rowery, czy nowe oświetlenie. A ja lubię takie lokalne inicjatywy, takiego sąsiedzkiego ducha. Tam to czuć od razu. Podobnym miejscem jest ul. Zielona 1. Serdecznie polecam!

Bardzo Ci dziękuję.
Ja też, było mi bardzo miło.

rozmawiał Maciek Tomaszewski,
zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Asi

5 2 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
August
August
10 miesięcy temu

Bardzo ciekawy post. Zainteresował mnie temat kamienic ,nigdy wcześniej nie zwracałem na nie większej uwagi.

Krzysiek / idziemydalej.pl
Krzysiek / idziemydalej.pl
10 miesięcy temu

Wow! Uwielbiam takich ludzi z pasją, którzy na dodatek potrafią ciekawi mówić o swoich zainteresowaniach.

Joanna | Organiczni
Joanna | Organiczni
10 miesięcy temu

Chętnie bym poszła na taki spacer kamieniczny po Poznaniu – byłam na podobnym w Warszawie i było to niezwykle ciekawe.

Irena
Irena
10 miesięcy temu

Nie znam Poznania, nigdy w nim nie byłam.
Znam jednak atmosferę starych kamienic, bo mieszkałam w takiej wiele lat.
W zupełnie innym mieście. Miała swoją historię, przepiękne drzwi, drewniane schody, miała duszę. Miała ogromne mieszkania i fajnych mieszkańców. To tworzyło wyjątkowy klimat.
Bardzo ciekawy wywiad z prawdziwą pasjonatką i znawczynią wyjątkowych kamienic.
Zdjęcia niezwykłe, lubię takie. Dziękuję 🙂

Joanna
Joanna
10 miesięcy temu

Świetny wywiad, uwielbiam wycieczki z PTTK, także po własnym mieście. Poznań od dawna mam planach – ale to dopiero jak pandemia zelżeje…

Irek
Irek
10 miesięcy temu

Bardzo interesująca rozmowa. Mamy w polskich miastach sporo perełek, wiele z dobrą opowieścią, trzeba to przypominać

6
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x